A to relacja z podróży okiem mężczyzny 🙂
Co sądzicie? 🙂

A jak Azja. Lecąc z Polski do Azji kierujemy się pod prąd kierunku obrotu ziemi. Przy okazji przekraczając kilka stref czasowych. W efekcie święta skończyły się dla mnie szybciej niż w Polsce i konsekwentnie w roku 2017 byłem o 6 godzin wcześniej. Wszystko to skorygowało się po powrocie, który trwał dłużej. I to nie za sprawą obrotu ziemi, jak myślałem, ale wiejących na wysokościach wiatrach strumieniowych, które zawsze wieją z zachodu na wschód.

B jak Budda. Jest obecny tu bardziej, niż Maryja Królowa Polski u nas. Jest w kapliczkach przy drogach, na głównych placach, nawet koło centrów handlowych, miejscach modlitw i świątyniach. Choć w ilości kapliczek konkuruje z nim teraz niedawno zmarły król, świeć Buddo nad jego duszą, o jakże krasnoludzkim imieniu, Bhumibol. Płaczą po nim juz 3 miesiące, bo był dobry i święty, prawie jak Budda. A Budda jest przeważnie złoty. Jest stojący, siedzący, leżący, pozdrawiający, medytujący, śpiący,  błogosławiący. Olbrzymi jak pół piłkarskiego boiska (świątynia WAT PHO) i malutki,100 razy mniejszy szmaragdowy (świątynia WAT PHRA KRAEW). Ten szmaragdowy jako jeden z niewielu nie był zloty, tylko oczywiście szmaragdowy, ale komuś to przeszkadzało i okryto go złota szatą. Budda jest uśmiechnięty, albo poważny i zamyślony, ale nigdy zły i wkurzony. To pewnie kwestia medytacji i dobrej karmy. Wizerunków, złotych rzeźb buddy jest dużo. W jednej ze świątyń znudziło mi się liczenie po 50. Wizerunku Buddy nie można wykorzystywać komercyjnie, czyli nim handlować, lub go sobie tatuować. Tak nauczają Tajowie, po czym często sami łamią te ustalenia.

C jak China Town. Całkiem duża dzielnica pełna chińczyków. Takie getto, do którego wszyscy chętnie chodzą. Czułem się jak w Kantonie

D jak Deser. Ulubionym deserem turystów, kosztującym średnio 5 PLN w przeliczeniu, jest mango z ryżem zalanym słodkim kokosowym mlekiem. Nazywa się to mango sticky rice. To tylko jedna z wariacji łączenia fruktozoglukozy z sacharozą, lodem i kokosowym mlekiem. Jest to dobre i słodkie. Bardzo słodkie. Ogólnie wszystko tutaj jest słodsze. Owoce i soki owocowe, zarówno te z marketu, jak i ze straganu sprawiają wrażenie jakby dodatkowo posypano, lub domieszano do nich cukru. Coca-Cola, która zawsze wydawała mi się szczytem słodkości, tutaj zmieniła swoje postrzeganie. Ale cukier w tej temperaturze przyswaja się lepiej. Dlatego wypicie dwóch puszek coli, wciąż mniej słodkiej od soku, nie robiło tam wrażenia na moim żołądku, który najwyraźniej tego potrzebował

E jak Ekologia. Nikt jej tu nie przestrzega. Wszystkie pojazdy zarówno na ulicach, jak i na rzece smrodzą czarnym dieslowym dymem. Bo nie wszystkie auta tutaj to nowiutkie Toyoty. Dlatego cześć populacji nosi tutaj na co dzień, znane z filmu Epidemia, maseczki higieniczne. Oddychając głęboko nie czuję jakiejś różnicy. Ale ja przecież mieszkam w Krakowie.

F jak Fucking chicken, który dla nich jest yummy. Dodają go do każdej potrawy, sosu i zupy. Krem brokułowy jest również z kurczakiem. Miałem wrażenie, że jako społeczeństwo bogacące się, Tajowie uczynili jedzenie mięsa wyznacznikiem poziomu życia. Kurczak i wieprzowina jest dodawana do wszystkiego. Kurczak bardziej, bo tańszy. Niejedzenie mięsa jest postrzegane jako dziwne, a po pytaniu 20 ulicznych sprzedawców o jakąś wegańską potrawę i to na podstawie transkrypcji z telefonu, wysłano mnie w końcu do seven-eleven. Kurczak jest wszędzie, nawet w sosach i wywarach będących podstawą tak popularnych tu zup. Myślę, ze wypiera nawet owoce morza. Jeśli tak dalej pójdzie, to za parę lat kurczak będzie również w lodach i deserach.
Są oczywiście restauracje wegetariansko weganskie, a Street food oferuje takie opcje tylko w dużych skupiskach, gdzie więcej turystów. Potrawę wegetariańską poznasz po przekreślonej świni, lub świńskim ryjku.
G jak Gabbana Dolce. Tak jak świątynie buddy gromadzące turystów i wiernych, tak centra handlowe przyciągają tłumy. Jest ich w Bangkoku kilka. Są większe od świątyń, ale podobnie jak tam, króluje tu kolor złoty. Daje do myślenia, że obecne są tu wszystkie światowe marki. Kuszą sukienkami, torebkami i butami od jedynie 2000 USD. W jednym takim kompleksie jest ich więcej niż we wszystkich centrach handlowych w Polsce. Wchodząc, najpierw musisz przejść obok Dolce, Diora, Armaniego, Burberry, czy Jimmi Chu. A jeśli Cię nie stać, to dla otarcia łez na piętrze jest Zara. Świadczy to o tym, że bogatsza klasa średnia tu jest. Bogatsza od naszej. Bogatsza Azja nabija portfele różnym Cartierom i Pradom kupując to, co biedniejsza wcześniej dla nich wyprodukowała.

H jak Honda albo Toyota. 80% aut tutaj to japończyki. Czasem modele w Europie niespotykane. Zastanawia mała ilość aut koreańskich. Europa raczej na marginesie, choć obecna w niemieckich markach luksusowych.

I jak Internet. Epicka walka pomiędzy Samsungiem a Apple, która odbywa się w każdym miejscu, gdzie można usiąść. Czyli na przykład w wagonie kolejki. Ludzie wpatrzeni w swoje świecące prostokąty, z słuchawkami na uszach, są jakby nieobecni. Ale zawsze wiedzą kiedy wysiąść. Nie widziałem nikogo czytającego gazetę lub książkę.

J jak język. Bardzo rozmieszali mnie Tajowie, którzy w pierwszym zdaniu rozmowy łamanym  angielskim pytali czy mówię po tajsku. Porozumieć się jest dosyć trudno, bo nawet anglojęzyczni Tajowie dodają swój charakterystyczny śpiewny akcent i angielski robi się kompletnie niezrozumiały. Ponadto panuje znana z naszych kawałów metoda: pytasz po angielsku, to ja będę mówił do Ciebie po Tajsku powoli i powtarzał kilka razy, dodatkowo żywo gestykulując. Musisz zrozumieć!!! Jako bardzo pomocni ludzie, którzy Cię nie rozumieją, a bardzo by chcieli, wysyłają Cię czasem w zupełnie inne miejsce, niż to, o które pytasz. Zdarzało się, że pytani o drogę wskazywali kompletnie przeciwstawne kierunki, lub odsyłali daleko od miejsca, przy którym juz prawie byłeś. Ale i tak sprawiają wrażenie ludzi, dla których uśmiech osoby, której mieli wrażenie, że pomogli, jest największą nagrodą.

K jak komunikacja miejska. Opiera się na transporcie prywatnym opisanym przy okazji tuk-tukow i skuterów, oraz publicznym. Ten stanowią autobusy, z których nie skorzystałem i kolejka nadziemna BTS. Przydałaby się taka w Krakowie, lub Katowicach, bo doskonale zastępuje metro. Różnica jest tylko taka, że porusza się kilkanaście metrów nad ziemią, czasem na 2 poziomach, zamiast pod. Całodzienny bilet sieciowy 15 złotych.  Wagoniki są bardzo podobne do naszych w metrze, z jedną różnicą. Temperatura w wagonie jest taka, jakby ktoś chciał zahibernować pasażerów na czas podróży. Nikomu z pasażerów nie przeszkadza fakt, że po wejściu do wagonu temperatura spada o stopni 15. Nikt nie wyciąga szalika, ani czapki, aby osłonic się przed wiejącym z góry, lodowatym freonem. Ciekawe co będzie jak temperatura latem dojdzie do 45, a nie 30 jak teraz. Mnie było za zimno, więc kichałem i smarkałem, co wywoływało podejrzenia, że jestem nosicielem ptasiej grypy. Mimo to kolejka jest idealna alternatywą dla zakorkowanych ulic, bo mimo, że stoisz w tłoku, to jedziesz.

L jak lotniczy port. Musisz wypełnić druczek, aby zupełnie bezpłatnie otrzymać na lotnisku wize. Druga część druku musisz pokazać przy wylocie. A jak zgubisz będzie kłopot. Kurs wymiany walut w kantorze na lotnisku był podobny jak w mieście, czyli nie należy się martwić, że cię orżną, jak u nas.

M jak masaż tajski. Typowy masaż relaksacyjno leczniczy. Masażystka używa różnych części swojego ciała, w tym dłoni, stop, przedramion, aby ugnieść i rozluźnić wszystkie Twoje mięśnie od stóp po czubek głowy. Choć generalnie masujący skupia sie na kończynach bardziej, niż na tłowiu. Żadnych podtekstów. Po pierwsze masażystka ubrana jest od stóp do głów w służbowy uniform, a niektóre z nich noszą maseczki higieniczne. Masażystka jest zwykle wyraźnie od Ciebie starsza, a masaż odbywa się w otwartym dużym pomieszczeniu gdzie inne masażystki i masażyści obsługują kilkunastu innych klientów (WatPo Thai Traditional and Medical Massage School). Tani, przy ulicy, co wcale nie oznacza gorszy kosztuje 20 złotych, droższy 50.

N jak Napisz coś o dziwkach. Których jest tu pełno z całej Azji, a także z Rosji i Afryki. Wystarczy trafić do odpowiedniej dzielnicy. W miejscach zorganizowanych jak wielki hipermarket. Z tym, że zamiast sklepów są lokale, w których sprzedają alkohol i „miłość”. I to w tej właśnie kolejności. Wszystkie dziewczyny pragną abyś się upił i stracił kontrolę nad portfelem. W tym kraju, gdzie w TV zasłaniają nawet kawałek cycka i papierosa(!!!), możliwy jest sex z bardzo nieletnia . Iście kurewska hipokryzja.

O jak Osiedle. Mieszkałem w kawalerce wynajętej od Taja. Najwyraźniej kupił i umeblował je po to, aby wynajmować takim jak ja turystom. Mieszkałem w nowym bloku, z 2 dużymi basenami i jacuzzi, na strzeżonym osiedlu, z przedstawicielami tajskiej klasy średniej. Poznawałem to po parkujących samochodach i po fakcie, że portier mi salutował. Samych mieszkańców widziałem niewielu, chyba to jacyś pracoholicy byli. Do kolejki miałem niedaleko, a i tak tyłek woziłem skuterem za złotówkę w jedną stronę. Po drodze mijałem mnóstwo wózków z jedzeniem. Niestety prawie wszystko było z kurczakiem. Potem dowiedziałem się, że taki wynajem jest nielegalny. Może „mój” taj już siedzi w więźniu, chyba, że płaci komu trzeba.

P jak Pies. Psy i koty zdarzają się co jakiś czas. Zwłaszcza w dzielnicach oddalonych od centrum. Nikt ich tu najwyraźniej nie zjada. Koty w większych ilościach obecne są przy świątyniach. Wychodzą gromadnie na koniec dnia, kiedy turystów mniej. Nie wyglądają na zabiedzone, albo głodne. Choć biorąc pod uwagę jaki nocą czynią hałas, są to raczej zwierzęta bezpańskie. I jak wszystkie takie istoty mają duży deficyt w głaskaniu, co wydatnie okazują w trakcie wspomnianego.

  

R jak rzeka. Jest żeglowna, a większość atrakcji turystycznych, tych zabytkowych i rozrywkowych usytuowana jest na jej brzegach. Stąd naturalne jest, że zorganizowano na niej transport wożący turystów. Promy hop on – hop off, zatrzymujące się przy każdej przystani z atrakcjami działają dobrze, ale są zatłoczone. A że natura próżni nie lubi próżni powstało wiele prywatnych linii. Wszyscy korzystają z tych samych przystani, jak u nas prywatne busy z przystanków miejskich. Jest ich dużo. Lodzie ekspresowe, pływające restauracje, łodzie luksusowych hoteli, rybackie  (nie wiem co żyje w tej brudnej wodzie), czyszczące powierzchnię z zielska  (dużo tu tego pływa po powierzchni), barki transportu rzecznego, łodzie indywidualnie prywatne. Na przystaniach z powodu ilości łódek wsiada się na jedną przez drugą. Wszystko w tłoku, pośpiechu i hałasie. Jakiś Taj drze się przez megafon nie wiadomo po co, bo większość pasażerów to turyści, którzy i tak nic nie rozumieją. Cumujący porozumiewają się z szyprami za pomocą gwizdków, co tylko potęguje harmider. Część łódek pływa nielegalnie, co poznać po sposobie wysadzania pasażerów. Ja dobijam, nawet nie cumuje, wy szybko wysiadajcie, bo muszę spierdalać. Potem na wodzie wygląda to podobnie zwłaszcza, że oni pływają tu jednocześnie zarówno w poprzek jak i wzdłuż rzeki, bo mostów mało. Nie ma żadnego toru wodnego, nie widziałem ani jednej boi
Gdyby taka rzeka była w Unii Europejskiej, zostałaby natychmiast zdelegalizowana. A tu proszę, działa i nikt na razie nie zginął.

S jak skuter. Ktokolwiek był w mieście, w którym nie ma zimy, ten wie jak wiele skuterów sie tam porusza. Skuter nie stoi w korkach. Tu jest podobnie, przy czym cześć z nich wozi pasażerów. Normalnie, jako drugiego na siedzeniu za kierowcą. Takiego skutermistrza rozpoznasz po specjalnej kamizelce z numerem. Niektórzy  mają kaski i maski, jak Cukier w filmie Pitbull. Pasażerowi kasku, ani maski nie proponują i może dlatego jeżdżą na krótszych trasach. Żeby się pasażer nie udusił lub nie spadł.

T jak tuk tuk. Taka otwarta, w części pasażerskiej taksówka, na 3 kołach. Dobra na krótkie trasy w mieście, bo niestety stoi w korkach, a oddychać trzeba. Nie ma jeszcze tuk tuk pasów. W mniej zatłoczonych miejscach sprawdza się świetnie.

U jak Urbanizacja. Bangkok niewiele różni się od innych azjatyckich miast. Szklany i wysoki w centrum, wraz z oddalaniem się od niego karleje, a szkło i stal zamienia na beton i blachę falistą. Jest ciągle zakorkowany, zatłoczony i hałaśliwy. Czasem śmierdzi spalinami, czasem ściekami z kramów z jedzeniem. Główne szlaki piesze usytuowane są pod kolejką nadziemna. Miejsca do chodzenia jest mało, bo wszędzie coś sprzedają, lub do sprzedaży przygotowują. W ruchliwych punktach Policja, lub jakieś pseudopolicyjne służby kierują ruchem za pomocą gwizdka. I tak mało kto zwraca na nich uwagę i wszyscy jeżdżą jak chcą. Łatwo możesz zginąć na ulicy przechodząc na zielonym świetle. Chodząc po ulicach i patrząc na witryny można odnieść wrażenie, ze właściwie można na zmianę jeść i zażywać tajskiego masażu. W porównaniu z Chinami jest zaskakująco dużo azjatek o bardziej europejskich rysach twarzy.

W jak wódka. Jest dostępna i wcale nie droższa. Butelka Absoluta w markecie to 120 złotych, ale za 1litr. Nie lokalne piwo 8 złotych. Trunki miejscowe 2x tańsze, ale nie znam ich jakości. Podobno popularne tu piwo Chang jest dobre. Można się też napić w lokalnym barze, takiej ubogiej wersji Pijani Wódki i Piwa. Śledzia nie dają, ale wódkę, piwo, whisky, rum plus muzyka. Czasem europejska, czasem tajska. Wszystko w miłej atmosferze uradowanych Tajów, ze pija z białym. Ale nadal, mimo alkoholu, wcale ich nie rozumiesz. 

Z jak zupa dnia. Jedzenie jest tanie i dostępne wszędzie.  Solidny posiłek z przydrożnego wózka 10 złotych. Różnorakich wózków jest zatrzęsienie, a ich ilość zależy od pory dnia i dnia tygodnia. Oprócz wózków, z których część ma stała lokalizację, a część losową, są regionalne baro-restauracje przy ulicach. Podają to samo, w tych samych cenach, a różni je to, że mają stoliki, lodówki z napojami i wiatraki zastępujące klimę. Można też kupić bardzo pyszne pokrojone owoce, do skonsumowania na miejscu, w sposób w jaki u nas zjada się frytki z tytki. Z patyka można też jeść mięso różnego typu i jakości.  Natomiast ilość  restauracji rośnie wraz ze zbliżaniem się do centrum. Nie umrze tu z głodu przedstawiciel najwymyślniejszej nawet diety. Przekrój wszystkich kuchni azjatyckich, europejskich plus fastfoody. Im  bardziej szacowne miejsce tym ceny rosną bardziej, ale cały czas jest taniej niż u nas.

kategoria: #Podróże
 Styczeń 1, 2018