Testowanie nowości kosmetycznych to jedna z moich pasji dlatego staram się dzielić moimi ulubieńcami z Wami. Jednak by recenzja była tak rzetelna jak to możliwe, staram się zawsze zużyć przynajmniej połowe opakowania i sprawdzić jak dany produkt działa na mojej skórze.
Na dzisiejszą recenzję wybrałam kosmetyki od Zielonego Laboratorium, które spędziły ze mną cudowne 6 tygodni na Sri Lance i Malediwach. I jak zwykle spełniły swoją rolę. Mówię jak zwykle, bowiem ostanim razem zabrałam je z sobą do Tajlandii, gdzie moje włosy wariowały od wilgoci, a odżywka do włosów idealnie je tonowała. Chociaż wiecie,moje włosy żyją swoim życiem. 😀
Tak w ogóle to przyjmę rady od posiadaczek kręconych, mocno delikatnych włosów o strukturze tzw baby hair, jestem bardzo ciekawa jak o nie dbacie by były piękne 🙂

Jędrne ciało na wakacjach

Na plaży chcemy wyglądać jak najlepiej, to zrozumiałe. Osobiście przed każdym wyjazdem chodzę na masaże i inne kobiece zabiegi do mojego ulubionego salonu w Krakowie, by poczuć się w 100% gotowa na plażowy sezon. Jednak to właśnie kosmetyki, które używam każdego dnia wpływają na moją skórę i pomagają utrzymać ją w dobrej kondycji. Oczywiście same kosmetyki nie pomogą, jeśli będziecie źle jeść i prowadzić siedzący tryb życia. Jednak jak zapewne wiecie, to co nakładacie na skórę mocno wpływa na Wasze samopoczucie. Skóra to nasz największy organ dlatego tak ważne jest, by stosować tylko naturalne, organiczne i zawierające aktywne roślinne składniki kosmetyki. Nie ma dla skóry nic gorszego niż parabeny, SLS czy silikony!

 

Krem do mycia od Zielonego Laboratorium  urzekł mnie cytrusowym ,orzeźwiającym zapachem oraz niebieskimi kuleczkami w środku. W składzie znajdziecie sok z aloesu, który delikatnie oczyszcza i regeneruje naskórek oraz poprawia miejscowe krążenie krwi.  Aloes ma właściwości przeciwgrzybicze i przeciwzapalne, dodatkowo posiada spore ilości aloe emodyny, która wykazuje działanie przeciwwirusowe. Świetnie sprawdzi się w tropikalnym klimacie ze względu na swoje właściwości przeciwzapalne ukoi skórę po ukąszeniach owadów.
Kolejnym ważnym składnikiem, który znajdziecie w kremie jest olejek pomarańczowy. Olej wzmacnia tkankę łączną oraz działa przeciwstarzeniowo. Olejek pomarańczowy odstrasza komary, co jest kolejnym ważnym czynnikiem w przypadku klimatu tropikalnego. Działa antycellulitowo i mocno ujędrnia skórę, czyli dokładnie tak jak oczekujemy 🙂

 

Balsam ujędrniająco- regenerujący to kolejny z serii ujędrniajacej od Zielonego Laboratorium. To co lubię w tym balsamie to jego kompleksowe działanie, dzięki któremu złagodzimy objawy cellulitu i rozstępów. W składzie znajdziecie olejek grejpfrutowy, cytrynowy, proteiny z owsa oraz masło shea. Uwielbiam masło shea, dlatego niemal każdy kosmetyk, który zwiera go w swoim składzie podbija moje serce! Moja wersja balsamu zawierała pompeczkę i uważam, że jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie, przynajmniej dla mnie. Regularnie stosowany balsam zdecydowanie poprawił kondycje mojej skóry, stała się ona jeszcze bardziej aksamitna w dotyku a tego zapach cytrusów idealnie wpisywał się w oceaniczne klimaty.

 

Trochę koloru

Kolejną serią produktów, które postanowiłam przetestować był krem BB do twarzy oraz koloryzujący balsam do ciała.
Zwłaszcza w sezonie przed Sylwestrowym jest to świetne rozwiązanie! Obydwa produkty nie działają na zasadzie samoopalaczy ( których nie cierpię, bo nie umiem ich nakładać jak należy i potem kończę ze smugami na całym ciele!).

Krem do twarzy zawiera sfery z pigmentem, które w naturalny i delikatny sposób podkreślają i wyrównują koloryt skóry.
Olejek kokosowy zmiękcza skórę zapobiegając jej przesuszaniu i łuszczeniu się oraz chroni przed oznakami starzenia i przebarwieniami.  Olejek jojoba, który przypomina składem ludzkie sebum, dzięki czemu jest biokompatybilny z naszą skórą, wzmacnia skórę i reguluje jej natłuszczenie. Masło shea ( mój ulubieniec) zawiera witaminę A i E, działa jak filtr UV.
Krem pozostawia na skórze uczucie aksamitności i efekt muśnięcia słońcem, które ja osobiście bardzo lubię. Efekt wypoczętej i lekko opalonej cery, zupełnie jak po wakacjach!
W mojej opini jest to jeden z lepszych kremów typu BB dostępnych na rynku kosmetyków wegańskich ( i nie tylko!). Idealnie sprawdzi się na imprezę, choć oczywiście nie ukryje niedoskonałości jak podkład. Ja lubię stosować go na codzień, by uzyskać efekt lekko opalonej cery.

 

Balsam do ciała poprawiający koloryt– dzięki zawartości soku z marchwi i pomidora, poprawia kolor skóry jednocześnie wspierając cykl odnowy komórek. Erytruloza pomaga w delikatny sposób nadać naszej skórze kolorytu, nie zostawiając przy tym smug, jak przy klasycznych samoopalaczach. Zawartość masła kakaowego ustrzeże naszą skórę przed potencjalnymi rozstępami, a te już nabyte ładnie spłyci ( sprawdzone na sobie!). Co więcej balsam zawiera w składzie olejek cynamonowy, który znany jest ze swoim właściwości antycellulitowych. Przy stosowaniu balsamu używałam bańkę chińską przez 5 minut na każdą partię ciała, co dodatkowo zwiększyło efekty działania kremu. Balsam ładnie pachnie i dobrze się wchłania, nie zostawia tłustej, mazistej konsystencji na ciele, czego (chyba) żadna z nas kobietek nie lubi!

Coś dla włosów i ciała

Po długim wylegiwaniu się na rajskiej plaży oraz kąpielach w słonej morskiej wodzie, dobry szampon to podstawa. Najlepiej taki, który oczyści skórę głowy z drobinek kurzy i piasku i dodatkowo ochroni je przed uszkodzeniami, o które w słoneczne dni nietrudno. Taki właśnie jest szampon detoksykujący, który w swoim składzie zawiera olejek lawendowy i rozmarynowy, które słyną ze swoich właściwości przeciwbakteryjnych oraz zapobiegających wypadaniu włosów. Dodatkowo dzięki proteinom owsa, nasze włosy z każdym myciem stają się bardziej elastyczne i błyszczące oraz rzadziej się łamią.

 

Kolejnym produktem, który przyda się każdej z nas, zwłaszcza w piaszczystym klimacie, jest krem do mycia okolic intymnych. Wcześniej zawsze stosowałam inny produkt i nie zastanawiałam się czy to najlepszy wybór. Kupowałam go przecież w aptece! Jakież było moje zdziwienie, gdy wreszcie postanowiłam zbadać skład owego aptecznego i ze zgrozą w oczach odłożyłam ów płyn na sklepową półkę. Poważnie przez ostatnie lata wcierałam w siebie tą tonę chemii? Brr.. ;/
Ten żel myjący zawiera ekstrakt z nagietka oraz olejek miętowy, które świetnie się uzupełniają. Pierwszy koi i łagodzi podrażnienia, a drugi delikatnie odświeża, zapewniając uczucie świeżości na dłużej. To co mnie najbardziej ucieszyło w składzie to olejek z bergamotki, który bezbłędnie radzi sobie w przypadkach nawracających infekcji dróg moczowych, co spotyka mnie regularnie na wakacjach. Dodatkowo cudownie pachnący i działający rozkurczowo i przeciwbólowo olejek cynamonowy, wspomoże nas w okresie menstruacji i zadziała antybakteryjnie, strzegąc nas przed chorobami.

Podsumowanie

Nawet jeśli bym chciała to osobiście nie mam się do czego przyczepić w żadnym z testowanych przez mnie produktów. Zielone laboratorium to marka, która od dłuższego czasu jest w moim serduszku i niezmiennie pozytywnie mnie zaskakuje.
Jedyne co to może fakt, że żel ujędrniający nie robi kolosalnej różnicy, jednak weźmy pod uwagę fakt, że cały proces ujędrniania skóry to nie tylko to co na siebie nakładamy, ale przede wszystkim to co jemy i pijemy i ile ćwiczymy. Ja wylegiwałam się z lubością na plaży całymi dniami, z przerwami na posiłki czy dryfowanie z żółwiami, więc i tak byłam pełna podziwu dla uzyskanego efektu.

kategoria: #Podróże, #Recenzje
 Lipiec 10, 2018