Jedziemy pociągiem z Neapolu na wybrzeże Amalfi i rozmyślamy nad zjedzoną dnia poprzedniego pizzą. Jej smak dalej czuje w ustach i po raz pierwszy na nowo zakochuje się w tym prostym daniu.
Ale dzisiejsza wycieczka do zwykłych nie należy bowiem główną misją jest znalezienia Camillo – włoskiego właściciela niepozornej knajpeczki w pobliżu wybrzeża Salerno. Miasteczko, jak wiele włoskich miejscowości ujrzeka wąskimi uliczkami, dobrze ubranymi Włoszkami i leniwą, nieśpieszną atmosferą.Chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham Włochy i zawsze gdy o nich myślę, robi mi się cieplej na sercu.
Podążamy za GPS-em by znależć magiczną pizzerie Camillo, jest 14 i słońce przyjemnie grzeje, w powietrzu unosi się zapach morskiej bryzy. GPS wyprowadza nas w ciemną uliczkę i dopiero miejscowi zaprowadzają nas do celu.
Z  zewnątrz ciężko się domyślić, że to właśnie tutaj serwuje się najlepszą pizzę  w okolicy. Wnętrzne urządzone prosto, na stołach wyłożonych charakterystyczną dla włoskich knajpeczek kraciastą chustą.
Zajmujemy stolik i chwilę później przychodzi do nas starszy miły pan, uśmiechając się szeroko wręcza menu.
Zamawiamy wegetariańską bez sera i drugą ze szpinakiem i kaparami też bez sera. Trochę to dziwi starszego pana, ale nie protestuje. Do pizzy zamiawiamy karafkę prossecco i czekamy na zamówienie.
Gdy pizze lądują na naszym stole, umieram z podekscytowania!
I po pierwszym kęsie wiem, że mogłabym tu zamieszkać. Pierwsze kawałki jemy w milczeniu, co nie często nam się zdarza, zwłaszcza mojemu chłopakowi. Widzę w jego oczach ten sam zachwyt, który zapewne maluje się w moich. Patrzymy na siebie i wybuchamy śmiechem, nie mogąc się uspokoić przez dobre kilka minut.
Tego dnia postanawiamy przebukować wszystkie bilety powrotne i zostać 3 dni dłużej w Salerno, by każdego dnia przychodzić na pizze. Nie przeszkadza nam, że nasze bagaże swobodnie zostały w Neapolu, gdzie na nasze szczęście miła właścicielka zgadza się przedłużyć nasz pobyt o kolejne 5 dni w sumie. Ach te włoskie wakacje!
Gdy pytamy o nocleg Camillo proponuje nam spanie w niego w domu co okazuje się niesamowitą przygodą i cudownym doświadczeniem. Dostajemy pokoik na poddaszu z własną łazienką i maleńkim balkonikiem pełnym kwiatów. Tak pełnym, że aż trudno jednej osobie zmieścić się na tym balkonie. Na śniadanie dostajemy sporą miskę sałatki owocowej i po jednym jogurcie znanej wegańskiej marki oraz musli robione przez panią domu, do tego świeżo wyciskany sok z mandarynek. Magia! Gospodyni nie mówi prawie po angielsku, a mimo to stara się z nami rozmawiać i pytać o nasze plany. Czujemy się jak u rodziny, błogo i przyjemnie.
Camillo okazuje się sympatycznym dziadkiem, który po tych jakże intensywnych 3 dniach pałaszowania jego specjalności zaprzyjaźnia się z nami i opowiada o swoim życiu, o tym jak jego rodzice zmarli podczas II wojny światowej i jak przejąć obowiązki głowy rodziny mając zaledwie 12 lat. Wzrusza mnie jego historia i ciepło z niej płynące więc na fali niekontrolowanych emocji przytulam się do niego. Potem sama jestem w szoku, bo nie mam tego w zwyczaju.
Na pożegnanie Camillo daje mi przepis na swoją pizzę, z adnotacją żebym zawsze o nim pamiętała i szybko wróciła do Salerno.

 

Dziś dzięki Camillo i cudownej Idze, która na Rynku Dębnickim w Krakowie prowadzi uroczy sklep Roślinny postanowiłam zrobić pizzę prawdziwie królewską. Z dużą ilością wegańskiego sera, leśnymi grzybami i sosem beszamelowym! Raj dla podniebienia!

 

Składniki:


  • 500g mąki typu 00
  • 1 opakowanie drożdży suszonych
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczka cukru
  • 300 ml letniej wody
  • 3 łyżki oliwy extra virgin

+

  • 400g podgrzybków
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • 500ml mleka sojowego/ migdałowego niesłodzonego
  • 50g mąki pszennej
  • 100g wegańskiego masła
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz do smaku
  • wegański ser do pizzy 400g do kupienia tutaj

 

 

Przygotowanie:


Do miski robota kuchennego wrzucamy wszystkie składniki zaczynając od mąki. Włączamy urządzenie z hakiem i ustawiamy na 5-7 minut. Po tym czasie rozkładamy stolnicę silikonową, podsypujemy lekko mąką i wyrabiamy ciasto. dzielimy na 2 części i przekładamy do dwóch osobnych plastikowych pojemników z przykryciem i zostawiamy na 24h, choć znacznie lepsza będzie po 48h lub 4 dobach! Ja preferują tą ostatnią opcje dlatego zawsze planuje wyrób domowej pizzy z wyprzedzeniem 😉

Gdy ciasto odstoi swoje wyjmujemy je na 3 h przed wyjąć ciasto z pojemników, oprószyć blat i dłonie mąką, uformować kulkę, ale nie wyrabiać! Zostawić pod przykryciem na 3h, by spokojnie wyrosło dalej.
Na okolo 40 minut przed pieczeniem porządnie rozgrzać piekarnik do maksymalnej temperatury i jeśli macie kamień do pizzy do włożyć go do środka.
Gdy piekarnik jest nagrzany, a ciasto wyrośnięte sypiemy około 3/4 szklanki mąki na blat i delikatnie oprószamy dłonie. Rozciągamy ciasto, nie zniechęcając się lepką konsystencją. Uformowane ciasto wkładamy na kamień do pizzy lub blachę wyłożoną papierem i podpiekamy 5 minut w 250 stopniach ( lub najwyższej możliwej).

Dodatki:

Cebulę kroimy w pióra i smażymy na łyżce oleju z solą na złoto. Podgrzybki myjemy, kroimy w plastry i dodajemy do cebuli. Przeciskamy czosnek przez praskę i dodajemy do grzybów. Grzyby smażymy 5 minut tak by lekko się podsmażyły.
Na osobnej patelni rozgrzewamy masło, dodajemy mąkę by stworzyć jednolitą konsystencję, dolewamy mleko i przyprawy. Uważamy by nie stworzyć grudek.
Na gotowe, podpieczone ciasto nakładamy sos beszamelowy, posypujemy 1/4 sera, nakładamy grzyby i posypujemy 1/4 sera. Wkładamy do piekarnika na 10 minut.

#Włochy #ser #pizza #pizza włoska #wakacje #ser wegański